Dlaczego ludzie chorują? cz. 2

Aurelio


Dlaczego ludzie chorują? cz. 2

Aurelio

Wegański astroturfing i choroby wmówione.

Wiele już napisałem na temat mojego sprzeciwu wobec weganizmu (nie mylić z wegetarianizmem, który w pewnych stanach zdrowia nawet polecam). Weganizm to styl życia który,  polega na tym że nie je się nic zwierzęcego ani pochodzącego od zwierząt (jajka, miód, nabiał, itp), wegetarianie zaś to ci którzy nie jedzą mięsa, smalcu,żelatyny czyli tego co pochodzi z martwych zwierząt.  Choć piszę o tym sporo do czasopism, na blogu i w moich książkach, to wiele osób pyta, dlaczego jestem uprzedzony do weganizmu. Nie pomagają tłumaczenia, że człowiek ma kły, że ma pojedynczy żołądek i krótki przewód pokarmowy, że potrzebuje witaminy B12 i żelaza, że fitokolagen to nie to samo co kolagen. Często w mailach dostaję informacje, że oto ktoś przeszedł na weganizm i ozdrowiał, że świetnie się czuje, że jest super zdrowy, a wyniki badań krwi zdumiewają lekarzy. Oczywiście odpisuję, gratuluję, ale zwracam uwagę, aby nie trwać zbyt długo na diecie wegańskiej i przejść na zupełnie akceptowalny wegetarianizm, a dla pewności zrobić dodatkowe szczegółowe badania. Czasem, po takiej odpowiedzi, jestem pytany „a kim to ja jestem” bo… tu argumentacja bywa różna ale najczęściej brzmi ona mniej więcej tak: Panie Aureliuszu ja wiem  że,  Sathu Dżar Dżar (nazwa zmieniona) w Indiach żyje już 150 lat, 50 lat był weganem, a od 100 lat przeszedł na prananizm to znaczy że nic nie je tylko żywi się słońcem. Cóż, na tego typu maile już dalej nie odpowiadam starając się nie denerwować ich autorów, by zmarszczona brew nie przysłaniała im słońca.

Marketing czy manipulacja?

Byłem niedawno na konferencji poświęconej promocji lokalnej żywności i zapoznałem się z kilkunastoma opracowaniami ujawniającymi aktualnie stosowane praktyki marketingowe.

Przyznam, że z niemałym zaskoczeniem dowiedziałem się, że moda na ekstremalne diety roślinne między innymi  na weganizm to ściśle zaprogramowany eksperyment marketingowy, wprowadzonym globalnie na początku tego wieku, przez grupę finansowaną przez kilka potężnych globalnych firm związanych z medycyną i żywieniem. Celem eksperymentu było sprawdzenie skuteczności manipulowania wysoko rozwiniętymi społeczeństwami przy użyciu nowoczesnych mediów, w zakresie zmiany upodobań żywieniowych. Eksperyment najwyraźniej się powiódł bo dzisiaj mało kto nie wie  co to jest dieta wegańska, a restauracje wegetariańsko wegańsko frutariańskie powstają w naszych miastach jak grzyby po deszczu. Oczywiście ta metoda marketingowa zyskała wielkie uznanie i jest dzisiaj coraz częściej stosowana. Cóż weganizm nie jest jednak aż tak niebezpieczny bo zasoby witaminy B12 zgromadzone w organizmie człowieka wystarczają na kilka lat, są tacy jednak co twierdza że nawet na 10. Zatem problem jej niedoboru mający istotny wpływ na zdrowie pojawia się dopiero po kilku latach. Stąd moja troska o tych którzy zachwyceni weganizmem planują taki styl życia zachować do końca życia, ja chciałbym jednak aby ten koniec nastąpił jak najpóźniej. Jako że piszemy tutaj o tym czemu ludzie chorują to chciałbym zwrócić tu uwagę na kolejny aspekt wykorzystywania tej samej metody marketingowej w tzw. wmawianiu nam chorób wraz z prezentacją cudownego leku który chorobę tą skutecznie leczy. Zważywszy na to że jedną z podstawowych przyczyn zaburzeń zdrowotnych jest nadużywanie leków i co ostatnio także jest podnoszone, to nadużywanie i stosowanie niewłaściwych suplementów diety.
Temat wydał mi się na tyle ciekawy i na czasie, że chciałbym Was z nim zapoznać, mimo że brzmi to jak teoria spiskowa i sam się nad tym zastanawiam. Zanim jednak dojdziemy do szczegółów, zapraszam do uruchomienia wyobraźni i mam nadzieję że  także dla Was stanie się to logiczne lub co najmniej zastanawiające.

Mechanizm

Wyobraź sobie: Oglądasz dziennik, słuchasz zaufanego radia, a w nim, od pewnego autorytetu dowiadujesz się, że jest znana od XVI wieku choroba, dotyka współcześnie sporą część społeczeństwa. Nie znasz tej choroby, a przecież powinieneś. Nawet nie potrafisz rozpoznać jej objawów. Zupełnie przypadkiem w kolejnym dzienniku dowiadujesz się, że ministerstwo zdrowia właśnie dopuściło do sprzedaży pewien lek na tę właśnie nieznaną ci dotąd chorobę. Dowiadujesz się też, że dotyka ona 5% populacji na świecie, a w Polsce ponad 10%.  W przerwie filmu który oglądasz pojawia się reklama leku dokładnie na tę chorobę. Słyszysz, że jest on stosunkowo niedrogi, tabletka dziennie kosztuje tylko 1 zł. Czujesz że coś nie gra ale Ty jesteś inteligentny i… uruchamiasz internet, sprawdzasz konsultujesz się. Dowiadujesz się, że choroba faktycznie jest dość powszechna, a lek ten jest tak skuteczny, że można go zażywać nawet profilaktycznie, jest świetny dla wszystkich, także dla dzieci. Gdy czytasz o wyjątkowej skuteczności leku,  jednocześnie dowiadujesz się o sporej trudności w jednoznacznym rozpoznaniu objawów. Czyli ty jako nie lekarz nie jesteś w stanie stwierdzić czy ją masz czy może nie.  Dalej jesteś nieufny, bo przecież nie dasz się nabić w butelkę. Szukasz więc źródeł niezależnych takich non profit, które piszą o tej chorobie i wspominają o leku. Tu widzisz że  większość czyni to ostrożnie, ale lek ten chwalą, nawet odsyłają do artykułów w uznanych czasopismach medycznych oczywiście dostępnych w sieci. Wyczuwasz że starają się zachować obiektywizm, wskazują także na opinie negatywne osób, które twierdzą, że to zaburzenie o nikłym wpływie na komfort życia, a lek stwarza poważne zagrożenie w postaci skutków ubocznych. Dzięki udostępnionym linkom trafiasz na opinie przeczące sensowności leczenia tej choroby, a jednocześnie podnoszą wagę potencjalnych skutków ubocznych stosowania tego leku (padaczka lub katalepsja i narkolepsja). Czyli widzisz że różowo nie jest ale nie jest też aż tak źle, bo przecież ty nie obawiasz się narkolepsji zwłaszcza że skutki uboczne dotykają 1 na 10 000 osób.

Zauważasz że pod wypowiedziami sceptyków i krytyków jest mnóstwo komentarzy i linków do naukowych opracowań, z których wyczytasz, że chociaż ta choroba nie jest śmiertelna, to znane są samobójstwa nią spowodowane. O myślisz sobie  pojawia się zagrożenie śmiercią, co w twoim mniemaniu wzmacnia zasadność tak poważnego zainteresowania tematem owej choroby. Stwierdzasz że  lek jest racjonalnym wybawieniem ze wszelkich trosk z chorobą x związanych i… nawet może uratować życie. Zauważasz że opinie nieprzychylne są dosyć intensywnie komentowane i pojawiają się przy nich kontr opinie, które wiązanie skutków ubocznych z lekiem nazywają „mitem” bo codziennie więcej ludzi ginie na ulicach niż zasypia po tym leku , a głosicieli odmiennych poglądów delikatnie określają jako ignorantów, uzdrowicieli, medyków alternatywnych itp- czyli zacofanych panikarzy. Ty, jako baczny obserwator, niczym Sherlock Holmes analizujesz sprawę i nie zauważasz jak zostałeś zaangażowany s w temat osobiście. Patrzysz w ten internet i czujesz, że masz wybór, bo wszystko zostało ci przedstawione, w twojej ocenie obiektywnie i ty po internetowym researchu możesz już przyjąć jedyne właściwe własne stanowisko. Tak przygotowany zaczynasz wypowiadać się w sprawie choroby, o której istnieniu kilka dni temu nie miałeś pojęcia i zaczynasz temat rozpowszechniać wśród swoich znajomych. Kupujesz lek żeby sprawdzić i… nie zauważasz że jesteś nie tylko trafiony jako pacjent, ale stałeś się „żołnierzem” w walce o dobrą sprawę uzdrowienia ludzkości. Czujesz się wystarczająco wyedukowany i przygotowany, żeby każdego przekonać do racjonalności zażywania leku który wyleczy 10%, a 90% nie zaszkodzi- za to uszczęśliwi 100%. Zatem, w myśl dość banalnego stwierdzenia, że lepiej być pięknym zdrowym i bogatym, niż brzydkim, chorym i biednym, ty stajesz po stronie zdrowych. Genialna sprawa, czujesz się lepiej, bo masz wiedzę i masz poczucie czynienia dobra innym ludziom. Sądzę, że kiedy czytasz do tego momentu, to nie widzisz w tym nic złego, przecież to w sumie dobra sprawa.

Wszelkie podobieństwa do kampanii leków na łysienie, pękające paznokcie, zespół niespokojnych nóg, etc są zupełnie przypadkowe i choć trudno sobie wyobrazić próby samobójcze, np. z powodu pękających paznokci, to z pewnością znanych jest wiele przypadków prób samobójczych i stanów depresyjnych wywołanych przedwczesnym łysieniem.

Zaskoczenie czy teoria spiskowa?

Co jednak powiesz na to, że to wszystko to scenariusz dobrze zaplanowanej bezwzględnej akcji marketingowej, której cele są następujące: zrodzić potrzebę strasząc chorobą, dać rozwiązanie i w rezultacie wyrwać od ciebie i tobie podobnych pieniądze za lek na nową-starą chorobę. Co wtedy, jeśli okaże się, że manipulacja, w której bierzesz czynny udział, jest niemoralnym i bezczelnym wyłudzeniem przy wykorzystaniu twojego strachu, niewiedzy, naiwności i próżności. Strach mam nadzieje jest tu widoczny i zrozumiały, niewiedza także ( jeśli nie jesteś lekarzem), ale wyjaśnię o jakiej naiwności i próżności tu mowa, bo to bardzo istotne dla zrozumienia mechanizmu:

Na chłopski rozum

Mam znajomego i  jak to bywa, rozmawiamy często na różne tematy i czasami się spieramy. Wspominam o nim bo jest on da mnie takim książkowym przykładem osoby podlegającej działaniu takiego mechanizmu jak wyżej opisany. Dzięki internetowi nabył on dziwnej pewności swojej nieomylności, która sprowadza się do tego że generalnie zna się najlepiej na wszystkim. Na szczęście nie mówił jeszcze, że gotuje lepiej ode mnie ale wszystko jeszcze przed nami…  Jest on dobrym przykładem wspomnianej próżnej naiwności która w jego przypadku organicznie związana jest z internetem. Nie zdarzyło się jeszcze, aby czegoś nie wiedział, albo na czymś się nie znał. Od medycyny, poprzez prawo, a na lotnictwie i obsłudze kontroli lotów kończąc, po prostu wie „wszystko”. Faktem jest, że czyta, ale tylko w internecie. To w jego mniemaniu daje mu poczucie kontrolowania rzeczywistości i bycia takim zaradnym „chłopsko rozumowym” mentorem, którego „wiedza” daje mu poczucie wyższości nad innymi „ciemniakami”. Niestety, to powierzchowne poznanie daje poczucie oswojenia tematu nie jest jednak samo w sobie poznaniem istotnym dającym podstawe do wyciągania racjonalnych wniosków, czego mój nie najmłodszy już znajomy, od lat zdaje się nie dopuszczać do swojej głowy. Jemu wystarcza wiedza powierzchowna pozwalająca mu zabłysnąć w środowisku laików, natomiast starannie unika środowisk profesjonalistów, bo intuicyjnie czuje, że powtarzanie internetowych komunałów jest prostą drogą do kompromitacji.
Jest on dla mnie takim wzorcem mądrali z chłopskim rozumem którym łatwo jest stosunkowo łatwo manipulować przy pomocy mediów. Myślę że z dużym prawdopodobieństwem można założyć że tak właśnie zachowuje się  statystyczny światowy Kowalski czy Smith.

Na tym właśnie polega powszechna wada naiwności. Każdy Kowalski czy Smith zdają się nie wiedzieć, że prawdziwa wiedza jest skrywana jak skarb, bo to „potęgi klucz”, a powszechnie podaje się jedynie opinie jak się okazuje niektóre z nich są starannie przygotowane. Taka postawa powoduje, że zgłębianie wiedzy w jakimkolwiek temacie jest po prostu zbędne, bo jeśli się wszystko wie… po spędzeniu kilku godzin w internecie lub przed telewizorem.

Media

Nowoczesne media i techniki dostępu do nich stwarzają wrażenie, że korzystamy z pełnego i wolnego źródła informacji. Mając wybór tego co czytamy oglądamy, czujemy że nikt nas nie namawia, nikt nie przekonuje, każdy sam dochodzi do wniosków bo szuka i… znajduje odpowiedzi zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że obszar na którym pozwala się nam szukać jest jak łąka  ze sztuczną trawą. Przygotowany po to żeby wywierać na nas określone wrażenie, po to abyśmy sami dochodzili do wniosków których reżyser łąki oczekuje. Polegając na tym co widzimy na tej sztucznej łące, stajemy zarówno się ofiarą manipulacji i narzędziem do rażenia innych, tą samą propagandową pseudo wiedzą, podawaną pod pozornie obiektywnymi wypowiedziami „autorytetów” lub w formie niby-niezależnych opinii setek ludzi.

Media, z których korzystamy, zwłaszcza te, które są w powszechnym zasięgu, bez względu na opcję polityczną lub ideologię, która za nimi stoi, nie są obiektywne. Przekazują one jedynie opinie, a opinie, które jesteśmy zmuszani przyjmować za prawdę, to nadużycie- manipulacja. Techniki manipulacji są tak zaawansowane, że nie dostrzegamy w tym szumie roli mediów, widzimy tylko informację, która pokazuje się wszędzie tam, gdzie zaglądamy, przypadek ? nie sądzę.

W kolebce marketingu w USA, tę taktykę maskowania sponsora informacji i jego prawdziwych intencji nazwano astroturfing i jest ona dzisiaj najważniejszą z metod manipulacji społecznej przy pomocy mediów we wszystkich obszarach aktywności ludzkiej. Wykorzystuje ją nie tylko farmacja, ale także polityka, przemysł gastronomiczny, turystyczny itp.

Astroturfing

Astroturfing to pseudo oddolna inicjatywa niezależnych osób, która udziela się na różnych forach w zakresie upowszechniania informacji o produkcie, idei, odkryciu, skrzętnie ukrywając tego, kto za to płaci. W celu maskowania sponsora powstają fundacje i stowarzyszenia o szlachetnie brzmiących nazwach, finansowane przez grupy powiązane z biznesem i polityką. Organizacje te, za ogromne kwoty wynajmują dziesiątki, a nierzadko setki tysięcy astroturferów.

Astroturferzy kreują wrażenie, że istnieje szerokie poparcie dla danej idei, produktu lub marki. Każdy z nas chyba zetknął się z sondażami poparcia dla partii politycznych tak licznie publikowanymi zwłaszcza. Każda z tych statystyk to manipulatywny komunikat o dwóch przesłaniach: dla przeciwników,  aby wreszcie przestali się opierać i dla zwolenników, żeby poczuli się dobrze, że są po stronie zwycięzców. Tu trzeba dodać że astroturfing jest bardzo kosztowny co powoduje że jest on domeną tych którzy są u władzy bo władza = pieniądze.

Trochę odskoczyliśmy dzisiaj od jedzenia, ale przy okazji astroturfingu udało nam się poruszyć dwie przyczyny ludzkich chorób, a mianowicie: choroby wmówione nam przez media i lekarstwa, których nadużywamy. 

Warto jeszcze kilka słów napisać o weganizmie. Nie wiem czy Wy także ale ja zauważyłem jakąś powszechną przynajmniej w ostatnich latach propagandową cudowność weganizmu.  Gdy zapytasz w sieci o problem z otyłością że zdrowiem, zdradzisz ze na coś chorujesz, natychmiast pojawiają się propozycje odrzucenia z diety mięsa i wszystkiego co odzwierzęce. Dziwnie mi to jakoś współgra z astroturfingiem.  Mam jeszcze jeden argument który przemawia za ta spiskowa teorią weganizmu. Od lat wśród swoich słuchaczy którzy są czynnymi weganami prowadzę ankietę, z jakich powodów jesteś weganem. Są na niej 4 propozycje odpowiedzi, a tak wyglądają aktualne wyniki:

Z jakich przyczyn wybrałeś weganizm?
ideologia: 178
stan zdrowia: 26
moda i twoje otoczenie: 129
ciekawość: 23

Wyniki wskazują na przyczyny, ale także w zestawieniu widać wagę przyczyny ideologicznej, która jest zasadniczym powodem. O ideologii jednak, podobnie jak o religii nie powinno się  dyskutować. Warto natomiast zauważyć jak silny jest czynnik modowy skłaniający ludzi do przechodzenia na weganizm, a moda jest idealnym tematem dla astroturfingu. Zatem być może faktycznie moda na weganizm w Europie została „wyhodowana” jak sztuczna trawa – astrotourfing bo to właśnie oznacza ten angielski zwrot.

Zapewniam Was że weganizm nie jest lekarstwem na wszystko.